Coś na początek…
Posted in Bez kategorii on 05/06/2010 11:38 am by adminTo jest blog o moim najlepszym przyjacielu – psie.
Pies jest w naszej rodzinie już od trzech lat. Wabi się Odi. To najzabawniejszy foksterier jakiego kiedykolwiek widziałam. Użeka wszystkich dookoła. Nikt nie potrafi oprzeć się jego urokowi.
Nasz pies należy do niejadków. Jest bardzo wybredny jeśli chodzi o rodzaj jedzenia. Jeśli chodzi o karmy suche najbardziej lubi tak zwane fast-foody czyli karmy często reklamowane w telewizji, ale nie koniecznie zawierajace najlepsze właściwości. Im droższa karma, polecana przez lekarza wetetynarii tym mniej chetnie jedzona jest przez Odiego. Wiele razy ulegałam namową wielu dobrze wyszkolonych sprzedawców w sklepach zoologicznych i kupowałam mu drogie jedzenie. Niestety często były to pieniądze wyrzucone w błoto. Odi w dziwny sposób, znany tylko sobie dozuje sobie porcje żywieniowe. Potrafi np. przez kilka dni jejść naprawdę niewiele – po czym przez następny tydzień je naprawdę dużo. Wszelkie sztuczki podpowiadane przez specjalistów takie jak zabieranie jedzenia z miski i pozostawianie miski pustej przez większą część dnia oraz stosowanie stałych godzin jedzenia na nic się zdały. Może to troszkę nasza wina bo zbyt szybko się poddawaliśmy i mało stanowczo wszystkie te zasady wcielaliśmy w życie. Na pewno dla tego, że nasz pies od jakiegoś czasu zostaje w domu sam przez kilka godzin. Do tej pory było tak, że pies w domu zostawał sam bardzo rzadko. I jeśli nie je przez kilka dni prawie nic zabrać mu jedzenie z miski i zostawić na cały dzień tylko z wodą to ponad nasze siły. Dlatego dbam o to by w misce przed moim wyjściem z domu była zawsze woda i sucha karma. Nasz pupil bardzo lubi kiedy mu gotujemy. Choć gotowałam mu wiele rzeczy to nie mam nigdy pewności, czy to co mu ugotowała na pewno będzie mu smakowało. Nie ma takiego jedzenia, na które od razu się rzuca. Nie ma znaczenia czy jest to sucha karma, czy gotowane pod psa jedzenie, czy też najlepsza kiełbasa. Bez specjalnego zachęcenia pies często nawet nie podchodzi do miski. Natomiast właściwie zachęcony często zjada to co mu przygotowaliśmy. Zachęcenie to polega na wsadzeniu mu do pyska odrobiny tego co chcemy żeby zjadł. Najlepiej przy tym wszystkim udawać, że sami też właśnie to jemy. Wystarczy zwyczajnie udawać, że coś właśnie przeżuwamy. Pies się na to szybko łapie i też zaczyna jejść. Choć nie zawsze to działa. Czasami zastanawiam się czy ten nasz ulubieniec nie ma wstrętu do jedzenia lub jakiegoś innego schorzenia. Gdyby chodziło o człowieka z takimi problemami żywieniowymi już dawno jakiś lekarz zdiagnozował by przypadek. Z psami jest inaczej. Nie che jeść to nie. Jakoś do tego przywykliśmy i raczej traktujemy to jak jego cecha charakterystyczna niż wada.